Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 stycznia 2011

4. Parter, pierwsze okno od prawej.

Tym razem czerwone zasłony, pomarańczowe ściany. Dobra sceneria, żeby się zestarzeć w starym stylu. Umrzeć. Wątłe światło. Nikt zresztą nie woła o więcej.
Na łóżku siedzą dwa osobniki, najprawdopodobniej płci męskiej. Jeden z nich w białej koszulce na ramiączka. Wpatrzony w ścianę na przeciwko siebie. Skupienie. Może trochę przerażenie. Drugi osobnik w czapce wojskowej. Siedzi. Też. Wpatrzony. Trochę przerażony. Może nawet trochę bardzo. Wspominają wojnę. Nie wiemy co to za wojna i skąd akurat teraz, tam takie wspomnienie. Wojna jednak się podoba. Budzi emocje. Chociaż tych nie widać. W końcu oni siedzą. A one są. Siedzą za czerwoną zasłoną. Razem z nimi. I tak trwają nieprzerwanie całą dobę.
Właśnie ktoś wyciągnął rękę. „Nie przepraszaj, tylko wstań”. Coś w tym stylu. Chyba nie wstał.
Na końcu po pokoju chodzi ubrana na biało dziewczyna o długich czarnych włosach. Jest sama. Jest po wojnie.

środa, 29 grudnia 2010

3. Drugie piętro, pierwsze okno od prawej - to samo co ostatnio.

Od pierwszego dnia mieszkania w tym pokoju był bardzo spokojnym, niepozornym człowiekiem. To on zaprotestował przeciwko zerwaniu zasłon w kwiaty. Prawdziwy romantyk! Pod osłoną nocy kradnie piach ze skrzynki przeciwpożarowej, aby nasypać go do słoika, w który wbije tradycyjną szarą świecę koloru tradycyjnego szarego mydła. Świeci ją średnio co drugi wieczór, bo ile razy można palić znicze. Poza tym znicze trują. Głupio tak umrzeć zaczadzonym dymem ze znicza. Choć czy nie kompromituje bardziej niecelny strzał w głowę i dwunastogodzinne konanie? Mniej światła...

Nigdy nie miał roweru, co nie powstrzymało go przed kupieniem jednego z przedświątecznych dni, rowerowego migającego reflektora z wyprzedaży w hipermarkecie centrum handlowego, od którego dzieli nas wszystkich tylko czterdzieści minut drogi - piętnaście minut stania na przystanku, dwadzieścia jazdy i pięć czekania na czerwonym świetle.Szlag może człowieka trafić. I rzeczywiście trafia! Wpada po powrocie do pokoju. Odpala reflektor. Miga. Nie może przestać. Nie chce! Miga i miga. Współlokator dostaje padaki już w pierwszej minucie migania. Teraz się nie wymiga. Wije się w konwulsjach na niesprzątanej od dwóch tygodni podłodze. Błoto. Miga. Bohater stoi nad współlokatorem, wiedząc, że ma go w swojej mocy. Teraz jeszcze poświeci sobie po całym pokoju. Zobaczy na co najlepiej światło pada. Co najlepiej odbija. Miga. Współlokator się wije. Bohater podchodzi do okna. Świeci w okno poety. Miga. Poeta je kanapkę. Odkłada. Kanapka miga. Ale nie poeta. Poeta ma procę. Od tej chwili pierwsze okno od prawej pokoju na drugim piętrze nie ma szyby. Bohater jednak wciąż stoi w oknie. Miga. Oniemiał? Zamarzł? Zły czas mógłby odmienić drugi strzał z procy poety. Niestety, poeta naboje zamienia na wódkę. Kończy kanapkę. Skończył.

czwartek, 25 listopada 2010

2. Drugie piętro, pierwsze okno od prawej.

Zasłony w kolorze lekko przybrudzonej bieli z motywami roślinnymi, zielone łodygi, różowe kwiaty, trochę w starym stylu, takie zasłony wyrzuca się na śmietnik, opatruje się nimi rany zadane w głowę w pijackim ferworze albo wiesza się w pokoju artysty. Wieczorem światło zapala się tutaj najwcześniej. Na parapecie stoi jakieś spiczaste coś. Pierwsze spojrzenie kojarzy obiekt z butelką, najlepiej po jakimś alkoholu. Być może szampan, choć następne spojrzenia upatrują w butelce jakiegoś drogiego alkoholu i ten alkohol staje się w końcu tak drogi, że obiekt wydaje się nie służyć gromadzeniu w sobie żadnych płynów, a już na pewno nie win, wódek i tak dalej. Ostatnie badania wykazują, że może to być jakaś duża miniaturka jakiejś pałacowej wieży czy czegoś takiego. Ładnie to zagadkowe. Nie, ktoś musi tam trzymać jakiś szczególny i drogi alkohol w tajemnicy przed całym światem.
Od czasu do czasu do okna podchodzi ciało mężczyzny. Otwiera. Zamyka. Czasem zostawia po sobie rozchyloną zasłonę i przez trójkątną szparę widać stojący pod ścianą sporej wielkości mebel. Trochę to przypomina starą trzydrzwiową szafę, na której w różnych pudełkach, po butach lub nie, osoba tu mieszkająca gromadzi skarby świata całego. Ciekawa to bajka, bo oto i właśnie w takich pokojach, które najlepiej gdy mają jasnoniebieskie ściany, wątłe oświetlenie i zadymione od papierosa powietrze, najchętniej spędza się długie wypełnione rozmowami noce, poprzedzone degustacją płynów najprzeróżniejszych . Kiedy już przypadamy do gustu właścicielowi pokoju, albo i dawno już przypadliśmy, możemy liczyć, iż dowiemy się w końcu, gdzieś w jakiejś wczesnej godzinie rannej, co mieści się w jednym z tych tajemniczych pudeł, w końcu dawno już przestało fascynować to co w szafie, a zaczęło ciekawić to co na niej. Dowiadujemy się i świat oto kryje przed nami jedną tajemnicę mniej.
Wszystko to przyciąga uwagę, pobudza wyobraźnię, do dnia, w którym zasłona nie uchyli się nieco bardziej, a stara trzydrzwiowa szafa nie okaże się zwykłym piętrowym łóżkiem, które wygląda z niejednego okna lepszego jutra.

czwartek, 11 listopada 2010

Cykl „Okna”

Okna lewego skrzydła bloku na przeciwko. Cztery piętra, po cztery okna na każdym piętrze, w sumie dwadzieścia okien, milion historii, wyobraźni istne szaleństwo.

1.    Czwarte piętro, drugie okno od lewej.

Żółte ściany są przypadłością zdecydowanej większości pokoi w tym bloku. Żółte ściany, biały sufit. Kto ma trochę sił twórczych i silnej woli chwyta wiadro i pędzel i robi wokół siebie. Kto ma tapetę, ma pecha, ale za drugim oknem od lewej na czwartym piętrze tapety raczej nie ma. Jest żółta ściana, którą przed kronikarskim wzrokiem kryje czerwonawa zasłona. Na parapecie stoi takie mocno żółte coś, co za dnia szczególnie rzuca się w oczy. Może być, że lokator oprawił w żółte coś zdjęcie kogoś ważnego. Nie na tyle jednak ważnego, by móc oglądać go całymi dniami. W końcu na wieczór bezlitośnie zaciąga zasłonę. Ktoś taki, niby miły sercu, stoi sobie cierpliwie na parapecie i jeśli myśli, że cieszy się spojrzeniem swego amatora przynajmniej osiem godzin dziennie, grubo się myli. Amator przesiaduje od dziesiątej do siedemnastej w murach uniwersytetu. Choć może urywa się z zajęć, by popatrzyć na swoją ukochaną. Wątpliwe, bo dobrze tu widać kto kogo... Jednak kiedy słońce zachodzi, zasłania zasłony i zachodzą jak gdyby dwa słońca i teraz oczekuje swojego trzeciego słońca, które z chęcią rozkłada przed nim swoje długie promienie, lecz jak nużą promienie słoneczne kiedy masz w pokoju żółte ściany, no jak!